Blog > Komentarze do wpisu
Oskarek w Muzeum Kolejnictwa w Warszawie
Na wyjazd na wernisaż do Mińska Mazowieckiego, z którego relację zamieściłem tydzień temu, postanowiłem zabrać mojego synka Oskara. Miała to być taka nasza "męska" wyprawa - ojciec i syn przez pół Polski. Tak się składa, że wernisaż miał miejsce 6 grudnia, więc chciałem małemu zorganizować jakąś dodatkową mikołajkową atrakcję w Warszawie. Oskar jest wielkim fanem pociągów. Tak naprawdę to jest pociągowy maniak - w domu trzeba mu puszczać pociągi na youtubie przynajmniej raz dziennie. Tak więc po krótkich poszukiwaniach na internecie, pojawiło się Muzeum Kolejnictwa w Warszawie jako jeden z obowiązkowych punktów naszej podróży. Już kilka dni przed wyjazdem Oskar powtarzał w kółko, że będzie spał z tatą w fotelu (hotelu) i że zobaczy pokągi.
Wernisaż zaczynał się o godzinie 13 w Mińsku Mazowieckim, a muzeum było czynne do 17, z tym że bilety sprzedawali tylko do 16:30. Mieliśmy mało czasu na dotarcie do Warszawy, ale Oskar tak się nakręcił na te pociągi, że nie było mowy żebyśmy nie zdążyli - w końcu tata obiecał pociągi. Niestety moja orientacja w stolicy jest dość mizerna i zdążyłem się zgubić 3 razy, a do tego wszystkiego trafiliśmy na godziny szczytu. W efekcie o godzinie 16 staliśmy w megakorku gdzieś pod pałacem kultury, od dwóch godzin kręcąc się po zakorkowanej Warszawie. Miałem już tego wszystkiego dosyć i powoli przestawałem wierzyć, że kiedykolwiek znajdę to muzeum, nie mówiąc już o dotarciu tam na czas. Nie wiem w jaki sposób, ale nagle znalazłem się na ul. Towarowej i w końcu dotarliśmy pod muzeum kwadrans przed zamknięciem. Szaleńczy bieg z Oskarem na barana, wpadamy do muzeum, a tam pani beznamiętnym głosem oznajmiła: "Już zamknięteeeee." Na co ja zacząłem tłumaczyć, że my z Gdańska, że mały lubi pociągi, że mikołajki i w ogóle obiecałem... W tym momencie Oskar zabrał głos: "Ale la lubie pokągi". No i stało się, pani była nasza - nie dość, że wpuściła nas bez biletu, to jeszcze dostaliśmy kupę folderów i innych broszur z pociągami. Mieliśmy tylko 15 minut na zwiedzenie muzeum, ale to był chyba najszczęśliwszy dzień w życiu Oskarka... zresztą wszystko można wyczytać z jego miny na zdjęciach poniżej :)
































środa, 14 grudnia 2011, tegieer

Polecane wpisy